Przeprowadzeni…

Jesteśmy przeprowadzeni! Jeee! Prawie to krzyczę z radości na głos! … oczywiście jak to w reklamie powiedziano, „prawie” robi wielką różnicę, bo krzyknąć nie mogę. To oczywiste bo Mały śpi. Ale uwierz, że bardzo chcę! ;)
Zmiana gniazdka 1-pokojowego (kawalierka) na 3 to nie lada rarytas dla mnie, Małża, Smoka jak również dla 2 sierściuchów. W każdym z nas widać lepsze samopoczucie bo w końcu nie siedzimy sobie na głowie.
Niech żyje PRZESTRZEŃ!
AAAA i niech żyje wynalazca tego boskiego cudu techniki jakim jest ZMY-WAR-KA!!!
Mogę sprzątać, coś przyszyć, pozamiatać… ale zmywanie… no nie lubię, nie lubię. Bardzo nie. Ale teraz jest ZMYWARUNIA, ZMYWARUNIECZKA! Co prawda nie wiem, czy wszystkie talerze i kubki mam przystosowane do prania w tym NIEZWYKŁYM urządzeniu… ale co tam, niech złażą kolory, obrazki-srazki byleby się wyczyściły SAME – BEZE MNIE! O!
A jutro opowiem Ci jak prawie zostałam psychologiem, człowieka z popsutym kręgosłupem… hymmm znów to PRAWIE…

Zapraszam na FB: Nieposkromiona Żona

Gumki…

Te gumki chińskie z moich szkolnych czasów były taaakie ładne. Posiadanie niektórych z nich wydawało się wręcz ekskluzywne.

Jeśli miały fajny kształt, pachniały owocowo lub cukierkowo… to było COŚ. Nieważne czy ścierały, czy raczej rozmazywały i brudziły. Nieważne. Chodziło o ich kształt, kolor i słodki aromat i o to aby ich jak najwięcej wypełniało piórnik.

Przegródki w piórniku były pokojami w których umieszczało się owe gumki. Ponadto moim ogromnym marzeniem był Plastuś. Pamięta ktoś tę bajkę? Postaram się kupić taką Maniuniemu, bo uważam, że była cudna i bardzo magiczna. Pięknie wciągała w świat niby-niby, a wyobraźnia z radości skakała koziołki! Echh… o czym to ja? hymmm Plastuś, tak Plastuś. Ulepiłam swojego. Miałam zdolności plastyczne więc mimo gównianego wieku ładnie go odtworzyłam. Był taki jak w książce i w filmie! …albo może wtedy tak mi się tylko wydawało? Hymmm…

Plastuś był mój i mieszkał w moim piórniku… krótko, bo okazało się, że wieczko piórnika go spłaszcza, a to oko się rozmazuje, a to ręka lub noga odpada… Falsyfikat.

Fajne były też ołówki… chińskie :) Te z gumką i kolorowymi wzorkami. Gumki były różowe i schrzaniały najładniejsze zeszyty. Ich użycie groziło albo zapaskudzeniem zeszytu albo przetarciem kartki.

No i oczywiście ekierki, linijki i kątomierze… najlepiej trójwymiarowe. Miałam takie bo były modne, ale niecierpiałam ich dotykać bo ich chropowata powierzchnia przyprawiała mnie o gęsią skórkę brrrrr.

Karteczki, notesiki, pamiętniki, kalendarzyki… małe, średnie, duże… i dużo ich, dddduuuużooo! tyle tego przeszło przez moje ręce :)

Ta fascynacja tzw. przyborami papierniczymi i biurowymi, trwa do dziś. Uwielbiam przechadzać się pomiędzy regałami w empiku i oglądać (i przyznaje, że kupować) cienkopisy, długopisy, zakreślacze, notesy, kalendarze, zeszyty… uwielbiam, uwielbiam.

Z celebracją wręcz co roku wybieram nowy kalendarzyk. Jest ich zawsze tyle, że trudno mi się zdecydować. Badam ich wygląd, format, kształt i analizuję do czego w tym roku mi się jaki przyda, czy będę potrzebowała małego takiego, żeby wrzucić tylko do torby i zapisać w nim tylko hasłami, czy może przyda się większy bo mogłabym w nim pisać co mam np. klientom napisać i dodatkowo zamieszczać w nim wszelkie terminy i ważne ważności. Czy okładka ma być klasyczna, jednokolorowa, czy może zaszaleć z jakimś wzrokiem, nadrukiem… czy powinien być „cichy” i nie rzucać się oczy, czy może wprost przeciwnie, powinien być „krzykliwy” żeby łatwo go odszukać.

Hymmm niedługo znów wybiorę się do księgarni w poszukiwaniu tego jedynego i idealnego kalendarzyka na rok 2013, a jak go już znajdę to w spokojny wieczór gdy Smoczek zaśnie, zasiądę na kanapie i wypełnię go wpisami z ważnymi datami. Luuuuubię tooo! :)

Zapraszam na FB: Nieposkromiona Żona

Pe

Dzisiejszy dzień sponsorowała literka „P”.

P jak Pada śnieg.
P jak Przeprowadzka w Poniedziałek.
P jak Pudła, które spakowałam (nie pudełka, PUDŁA – 12 szt.).
P jak Prysznic, który zaraz wezmę.
P jak Pierdolęwszystkoidęspać!

Idę…

Idę…idę, ku słońcu jak kowboj, jak Syzyf pcham swój głaz…yyy wózek. Korzystam z chwili wytchnienia gdy Smok śpi. Poczytam, pomyślę, po… hymmm po-nic-niezrobię… O! Pocieszę się i ponabieram nowych sił :)

Wciągam aromat zgniłych liści i jaram się tym, że cicho i fajnie i tyle tej kolorowej zgnilizny wokół. I wiewiórka lub wiewiór!!! Łał!!
Przede mną wyrasta postać pchająca swój kamień. Na jej niewyspanej twarzy wyrzyna się twarzozmian, grymas lekkiego uśmiechu „mówiący”: „Damy radę”. Oduśmiechuję się tez lekko: „Pewnie, że damy!”

Potem pojawia się kolejna persona. Jakże inna ode mnie i od tej niedawno mijanej. Też pcha wózek ale wygląda inaczej. Jest taka hymmm wyspana, umalowana trochę, włosy jak ułożone, jakby od fryzjera niedawno wróciła, czy co… Paznokcie długie, modno-czerwone. Mija mnie z uśmiechem na twarzy, ale tym razem nie do mnie tylko do komiórki. Na bank ten wózek to nie jej. To pewnie opiekunka. Pewnie pisze smsa do chłopaka i będzie kolacja romantiko, będzie miała chęć by pogadać, pośmiać się, powygłupiać, potem bongo-bongo i nawet jak nocy w pełni nie prześpi to będzie zadowolona.

No i co? I pstro! Opiekunek nie powinni wpuszczać do parku tylko zombie z dzieciakami albo stare babki na ploty. Byłoby mi lepiej. O!
…chyba muszę iść do fryzjera… hymmm…

Zapraszam na FB: Nieposkromiona Żona

Śniło mi się…

Śniło mi się, że byłam wraz z Rodzicielką w ekskluzywnym hotelu, w którym było peeełno basenów. Zostawiłam Panią Mamę z drinkaczem w płytkim basenie, a sama poszłam popływać. Najpierw zaliczyłam głęboki, a później wskoczyłam do bardzo głębokiego.
Płynę, płynę i czuję, że coś jest nie tak. Jakiś niepokój w sobie mam. I nagle, tuż pode mną dostrzegam ciemny kształt! To ORKA!
Zwiałam szybko z basenu
i zeszłam schodami w dół, jakby pod basen. Była tam wielka, brązowa suka bez sierści. Patrzyłam na nią lekko zafascynowana i zdumiona, a ona z kolei jakby w ogóle mnie nie dostrzegała.
Podeszła do swojego legowiska i wzięła stamtąd taka samo jak ona obrzydliwe szczeniaki i zaniosła je pod ścianę do której przymocowany był prysznic. Potem pyskiem odkręciła kurki z ciepłą i zimną wodą i zaczęła polewać swoje dzieci.
Gdy skończyła podeszła do jednego z nich, i pazurem zdrapała szwy, które miał na pysku.
Taaa daaaaa. Koniec.

Zapraszam na FB: Nieposkromiona Żona

Kolejna nocka

22:30 Padłam
Po 24 obudził mnie podwójny mega WIELKI kich Małża, który zawsze tak ma gdy wpuszcza sobie krople do oczu. OCZYWIŚCIE nie zamknął drzwi do łazienki, więc… wstałam na siku.

Ok. 2 usłyszałam drapanie. Podniosłam 4 litery, żeby nie zderzyć się ze stołem lub kartonami poświeciłam komiórką. Okazało się, że Czarny Kot utknął w pudle. Wystawał mu tylko zad z ogonem i tylnymi łapami. Wyciągnęłam Go, doczepionego do parasolki od wózka i apaszki. Pudło nakryłam kapą od łóżka i poszłam spać.

10 min później DRAPANIE ONE MORE TIME! Wrrrrrrrr, wstałam, poświeciłam komiórką, Czarny Kot próbował zrzucić kapę i dostać się do dziury w zamknięciu pudła! Uch! Przegoniłam cholerę i dodatkowo na karton postawiłam plastikową skrzynkę. SPAĆ!… a chwilkę wcześniej siku… (tez tak masz, że co się obudzisz to chcesz siku??)

O 4 oraz 5:20 Smok wyrczał niedźwiadkowym „Yyyyyyyyy” w poszukiwaniu smoczka. Za każdym razem nie znajdowałam go w łóżeczku i musiałam padać na kolana, świecić komiórką i szukać POD. Po ostatnich poszukiwaniach przechwyciłam Smoka i wpakowałam do naszego łóżka. Takim sposobem jestem w stanie przetrzymać łobuziaka do 6:30, a nawet 2 razy udało się do 7:30 (jeaaa!!! Publiczność szalejeee!!! Fanfary!!!)

Tymczasem o 7 (@#$%!^&!!!) zadzwonił budzik Małża, budząc mnie i Smoka, a nie samego (podobno) zainteresowanego! (@#$%!^&!!!) ależ byłam wkurzona! To nie pierwszy raz! Nie kumam po co to robi skoro NIGDY nie wstaje o 7! Zazwyczaj to ja wyłączam budzik, wstaje z wybudzonym maluchem, a On śpi dalej. Pytam więc:
- po co nastawiasz budzik skoro nigdy nie wstajesz o 7, tylko ok. 9?
- bo chciałem wstać.
- ale nigdy nie wstajesz. Budzisz mnie i małego, a sam śpisz! Teraz muszę iść karmić malucha, a tak to może pospalibyśmy jeszcze z 30 minut.
- to ja wstanę i Go na karmię, a Ty sobie jeszcze pośpisz. – To mówiąc zamknął oczy i… zasnął.

Jeśli jutro kolejny raz powtórzy się sytuacja, nie zawaham się wywalić dzwoniącej komiórki przez okno! O!

Zapraszam na FB: Nieposkromiona Żona

Nie-lekko…

Lekko niewyspana, lawirowałam po kawalerce pomiędzy kartonami (przeprowadzamy się). Pędzę do przedpokoju po czapeczkę, chusteczkę i kurteczkę.
Zmęczony Smok czeka, machając rączkami, wirując stópkami i wydając z siebie niedźwiedzie dźwięki:
„Yyyyyyyyyyyyyy…”. Jest tak samo niecierpliwy jak ja.
Ach i jeszcze tylko zmienić zanieczyszczoną pieluchę.
Byłam pewna, że skończył kupkać, więc rzuciłam na
bok to co zdobyłam na przedpokoju, capnęłam Smoka i gdy dupinę wytarłam i miałam już już podkładać czystą pieluchę… dokończył na kocu! Uch!
Ok. działam dalej. Nie wkurzam się, nie załamuję, nie poddaję!
Kupa z koca zdjęta, rzeczy zrzucone na kanapę, Smok na łóżku, koc do prania, pielucha i cała reszta do kosza, ręce umyte, niedźwiedź dalej wyje: „Yyyyyyyyyyy…”. Wtem! Pukanie do drzwi…
Patrzę przez judasz i widzę dwie dziewoje lekko starsze ode mnie. Jehowe, myślę bo często po okolicy łażą i ludzi zaczepiają, a ponadto tak jakoś blado-smętnie i przeskromnie wyglądały. Przy zębach skrywam przygotowany tekst, czyli w miłym stylu „odpiertralaadońcie się”. Otwieram, a tu słyszę:
- O! A myślałam, że znajdę tu Chińczyków.
????? Nie wiem jak opisać moje zdziwienie i rozbawienie :)
- Słucham? – duszę z siebie.
- No myślałam, że tu Chińczycy mieszkają ale Pani nie wygląda…
Ano, nie wyglądam, nie wyglądam. W ogóle się nie czuję na Chinkę, a co dopiero mam wyglądać.
Potem staram się skończyć ubieranie Smoka. Dlaczego nikt wcześniej nie uprzedził mnie o tym jak trudno ubrać 8-miesięczną nakręconą sprężynę??
W końcu udaje mi się. Zamykam drzwi, zjeżdżam windą, niedźwiedzie zawodzenie cichnie, w uszy wkładam słuchawki i słucham audiobooka „Gra o tron”. Wchodzę do parku, pcham wózek ze śpiącym Smokiem i przenoszę się do krainy w której po lesie galopują na swych koniach rycerze. Kartony, 2 koty, kupa, niejehowe i Chińczyki odchodzą w zapomnienie…
Jest dobrze. Lubię to!

Zapraszam na FB: Nieposkromiona Żona