Specjalista ds spieprzania

Wczoraj pokłóciłam się z Małżem. On chciał dobrze, a ja nie umiem tego docenić. Zjebannałam.
Kupił mi sukienkę na sylwestra. Marzyłyście pewnie o tym, prawda? Kuźwa… a ja nie. Ja nie marzę o sukienkach. Mogą dla mnie istnieć jedynie od wielkiego dzwonu, czyli wtedy gdy idziemy na wesele.
Wybrał ładną. Przed kolanko, z krótkim rękawkiem. Rozkloszowaną na dole. Chciał mi kupić jeszcze buciki na obcasiku.
I wczoraj gdy mi o tym powiedział miałam ochotę się popłakać, wyć, ryczeć i tupać jak wtedy gdy miałam kilka lat, a Rodzicielka wymuszała na mnie żebym założyła sukieneczkę albo chociaż spódniczkę i lakierki. Nigdy jej się to nie udało. Wyłam jak ranne zwierzę, jakbym wsadziła palec do kontaktu, jak by ktoś kazał mi na trzeźwo zaśpiewać „Majteczki w kropeczki” albo jakąkolwiek piosenkę Ich Troje!
Był zawiedziony. Chce iść w garniturze, a w koszulę wpakować spinki. Do tego image pasowałaby idealnie laseczka w sukience i na szpilkach. Obrazek jak z magazynu. Tyle, że ja się na nim nie widzę.
Mówi, że:
- wszystkie dziewczyny będą w sukienkach.
Tylko co mnie to obchodzi? Teksty typu „gdy wstępujesz między wrony, musisz krakać jak i one”, uważam za beznadziejne okropieństwo. Nie uznaję czegoś takiego.
Na sylwestra wybieram się w spodniach i w tunice bo nie idziemy na bal tylko do domu znajomych. Może z wyrzutami sumienia i z takim poczuciem, że nie jestem taka żoną jaką by chciał mieć, ale będę sobą. W spodniach i na płaskim.

Nieposkromiona Żona na Facebooku

Fryzjer i śluz

Od tygodnia zamiast kwasów ustrojowych, zamiast trawionego pokarmu i przyjemnych napojów wszelakich, wypełnia mnie śluz (smark).
Ile tego w człowieku może się zmieścić jest wręcz fascynujące. Odrywanie papieru toaletowego żeby go przyłożyć i prawie, że wpakować do tuneli nozdrzowych może okazać się odkrywcze i wręcz wciągające. Mam jednak maleńką nadzieję, że się w te cudowne czynności nie wkręcę za bardzo i gdy znikną to za nimi nie zatęsknię.
Skóra z krawędzi dziurek nosowych schodziła mi już dwa razy. Nie jest to nic złego, absolutnie nie, bo to lepsze niż piling od Lirene. Nie trzeba było się wysilać i wałkować ruchami okrężnymi bo sam się zrobił (prych).

Poszłam do fryzjera z wypchanymi kieszeniami papierem toaletowym. W kieszeni prawej papier czysty, a w lewej nieczysty. Grunt to się nie pomylić i nie zdziwić gdy to co z nosa przyklei się na nos. Podobno kobiety traktują chodzenie do fryzjera jako swojego rodzaju terapię, że niby pogadać sobie mogą i że z obcym czasami łatwiej niż z kimś bliskim. Taaak, to sobie pani fryjzerka pogadała.

Poznałam historię jej związku z Robertem i dowiedziałam się jakie ma wątpliwości i lęki co do zaciążenia. Prawie, że oczyma wyobraźni widziałam małą Darię jej przyjaciółki, która jest ładna ale rozpieszczona i musi spać w ciszy bo inaczej płacze długo i głośno. Poznałam również jej poglądy wychowawcze (smark, smark).
Mówiła, że jak przychodzi do domu to Robert pyta:
- co tak milczysz?
A ona odpowiada:
- bo tyle się w salonie nasłucham ludzi, że mówić mi się nie chce.
Faktycznie, dużo słucha (khy khy – kaszelek).

Jeszcze po wyjściu od gaduły uważałam, że mam fajny fryz iiiiii… to by było na tyle bo pffff na drugi dzień jak wstałam i spojrzałam w lustro to stwierdziłam, że widzę pół dupy zza krzaka (smark, smark).

Nieposkromiona Żona na Facebooku

Sposób na Goryla

Jakiś czas temu pisałam na temat Goryla we Mgle* czyli mojego Małża, który w pracy działa jak najsprawniejsza, najnowocześniejsza maszyna, a w domu jakby błądził we mgle – jak goryl. Nie wie gdzie cukier, gdzie tarka do ścierania jabłek…
Otóż stwierdziłam, że skoro wie gdzie mamy kosz na śmieci, gdzie czuwają alkohole, gdzie czekają na zalanie kubki i kawa to jednak Małż będąc w mieszkaniu MYŚLI lub że jest w stanie ZAPAMIĘTAĆ – wykuć na pamięć. Rozpoczęłam więc nauczanie:
Małż: – wiem, że się nie raz już pytałem ale gdzie mamy cukier?
Ja (ze stoickim spokojem): – w lodówce.
Cisza.
OOoo – myślę – dotarła informacja do mózgu, ooo zapaliła się czerwona lampeczka z napisem ERROR i Małż doszedł…
Doszedł do wniosku, że coś mu nie pasuje.
- To była ironia, kpina – tak musiał pomyśleć bo spojrzał na mnie wzrokiem dziecka, które myślało, że się zagubiło a jednak stało niedaleko swojego domu.
Westchnął znacząco, że niby to go nie ruszyło i zaczął poszukiwania. Chyba zdziwił się, że mu tak szybko poszło. Jest dobry z matmy więc szybko wyliczył, że skoro na górze jest chleb, rzeczy podręczne czyli herbaty, kawy, przyprawy itd., a następnie kubki, talerze i garczki to zostaje mu do sprawdzenia TYLKO DÓŁ.
A na dole błyskawicznie przeanalizował, że w szafce po lewo alkohole, po prawo kosz na śmieci i zostają mu JEDYNIE 2 szuflady do sprawdzenia.
Tylko 2! Łał tyle kpin, dąsów i srąsów od strony mógł uniknąć gdy TYLE razy pytał:
- gdzie cukier/kasza/ryż/makaron itd.
I teraz po tym tekście z lodówką JEGO MÓZG DZIAŁA RÓWNIEŻ W DOMU.
Owszem cudów nie ma bo zdarzyło się:
- zanim odpowiesz mi, że coś jest w lodówce, powiem Ci, że sprawdziłem wszędzie ale nie mogę znaleźć tarki do jabłek
)))))))))))))))))))))
Zdarzyło się też że zapytał:
- i co? Wody do tego mam dolać?
- możesz napchać śniegu – odpowiedziałam )))) też podziałało )))
Ba! Ta metoda się lekko rozprzestrzeniła.
Wrócił Małż ze Sprężyną od teściów i dumnie mówi:
- a wiesz, że jak byłem u rodziców to zauważyłem, że przy fotelu wystaje bolec i mówię do ojca, żeby to przykręcił bo Mały się nadzieje. Ojciec mówi, że nie wie gdzie ma ampule, a ja mu na to, że na pewno są tam gdzie zwykle czyli w lodówce i ojciec poszedł gdzieś na korytarz i wrócił z ampulami.

Nieposkromiona Żona na Facebooku

Smark

Dziś prawie wszystko wróci do równowagi. Prawie bo po szale świątecznym, nastąpi ogłupienie przedsylwestrowe i sylwestrowe.
Na forach, blogach i wszelkiego rodzaju profilach zamiast bombek pojawią się fajerwerki. Wyleziemy spod choinek z usmarowani twarzami od ciast i lukru. Rozdziawimy paszcze i do brzuchów w których pływają karpie i śledzie w mazi bigosu wlejemy wódę i szampana. A zgazowana coca-cola spowoduje, że z tyłków wystrzeli nam jak korki świąteczno-noworoczna fontanna.
Będzie cudnie…
Idę się wysmarkać.

Nieposkromiona Żona na Facebooku

Wiele, wiele lat temu grupa VOX nagrała piosenkę „O Magdaleno”. Pewnego razu gdy szykowaliśmy się do zajadania niedzielnego rosołu, puścili ten kawałek w Telewizyjnym Koncercie Życzeń* i mój Tata powiedział:
- Magda, piosenka o Tobie.
Rety, jak ja się zawstydziłam! Uwierzyłam, że na serio ten numer jest o mnie! Nie rozumiałam, że jest gdzieś na świecie jakaś inna Magdalena, a nawet miliony Magdalen… byłam przekonana, że to na serio śpiewają o mnie. Tak przecież powiedział Tata.
Piosenka okazała się hitem i ciągle leciała w tv i radio, a ja często słyszałam:
- Magda! Twoja piosenka!
- Magda! Śpiewają o Tobie!
Wraz z tą piosenką znielubiłam grupę VOX i swoje imię. Gdy tylko słyszałam, że zaczynają grać „O Magdaleno” szybko przełączałam radio lub program w tv. Żeby tylko nikt nie zdążył usłyszeć i powiedzieć, że to o mnie. Nie chciałam, żeby śpiewali o mnie. Absolutnie! Sio!
Potem gdy byłam starsza i dotarło do mnie, że to tylko piosenka i że nie o mnie chodzi… dalej nie lubiłam swojego imienia. Chciałam nazywać się jakoś inaczej. Już nawet bardziej pasowało mi być Martą, a nie Magdą.
Ponadto dowiedziałam się, że zarówno pierwsze jak i drugie imię wybrała mi siostra. Jak ja Jej za to nienawidziłam. Nie mogłam przyswoić faktu, że moi szanowni rodzice dali możliwość wyboru imienia, które JEST PRZECIEZ NA CAŁE ŻYCIE siedmioletniej smarkuli. Na dodatek był to wieloletni okres gdy z siostrą się nie lubiłyśmy. Bardzo. Dzięki temu nielubieniu mogłam winę i złość przelać właśnie na nią i to był plus.
Obecnie pierwsze imię jest ok. Nie czepiam się, natomiast drugie imię jest dla mnie delikatnie mówiąc nie fajne do dnia dzisiejszego. Proszę wszystkie zaglądające tu Doroty o nie obrażanie się i nie gniewanie. Mi po prostu imię Dorota nie pasuje i basta.
Gdy trzeba było sobie wybrać imię na bierzmowanie, pomyślałam, że tym razem wybiorę sobie takie imię żeby do mnie pasowało, żebym je czuła i żeby ładnie brzmiało i było takie ładne. Akurat wtedy jakiś deprech mnie złapał i spodobała mi się piosenka Universu „Elizo! Czekam na Ciebie” Ciągle, ale to ciągle jej słuchałam na magnetofonie kasetowym „jamniku” i wyobrażałam sobie jakby to było gdybym to ja tak jak ta Eliza z piosenki wyszła z domu po chleb i nie wróciła. Dziś nigdy, ale to nigdy bym tego imienia nie wybrała i uważam, że ani Dorota ani Eliza do mnie nie pasuje.
Magdalena Dorota Eliza… i lepiej już nie będzie.

* VOX \"O Magdaleno!\"
** Telewizyjny Koncert Życzeń
*** Universe \"Elizo! Czekam na Ciebie\"

Nieposkromiona Żona na Facebooku

7 życzeń w 7 dni

Jestem dziś w fantazyjnym nastroju i sobie wyobrażam…
Wyobrażam sobie proszę ja Ciebie, że mam możliwość przeżyć wyjątkowy tydzień. Tydzień w którym każdego dnia, mogę znaleźć się w sytuacji jaką tylko wymyślę. Nie mogą paść marzenia dla kogoś, to dotyczy tylko mnie/Ciebie.
Gdybym miała taki tydzień to w:
Poniedziałek – zaczęłabym z grubej rury. Chciałabym tak jak Felix Baumgartner skoczyć ze stratosfery. Widzieliście ten moment gdy stał na „podnóżku” i patrzył z niego na ziemię, na otaczający go kosmos?? Chciałabym poznać to uczucie i zobaczyć to co on. To musiało być niezwykłe. Pewnie ze strachu narobiłabym w gacie, ale czy z kupą czy bez i tak chciałabym postać na podnóżku, popatrzeć i skoczyć i lecieć.
We wtorek chciałabym jako obserwator pobyć na planie filmowym. Film koniecznie akcji, ze strzelanką, o seryjnym mordercy, którego grałby Liam Neeson ścigałby go Travolta lub De Niro. Obsada mało oryginalna ale bardzo porządna.
W środę wzięłabym udział w rajdzie samochodowym po jakiejś pustyni albo leśnym terenie. I nie jako pilot ale kierowca.
W czwartek pływałabym z delfinami.
W piątek poszłabym na koncert Pearl Jam.
W sobotę zwiedzałabym Meksyk strzelając foty super-extra aparatem fotograficznym, a w niedzielę zjadłabym obiad na ostatnim piętrze Wieży Eiffla przygotowany przez pyskatego Anthonego Bourdaina w towarzystwie Małża, Sprężyny i naszych 2 kotów.
O tyle. Halooo! Hej TY lub WY tam w górzeeeee!!! To kiedy mogę zaczynać????!!!
Czekam na sygnał!

Nieposkromiona Żona na Facebooku

21 grudnia 2012 w liczbach…

Po 6-stej pobudka.
O 7-dmej mleko.
Potem… 2 razy załadowana pralka, 2 rozwieszone prania.
Ugotowane 3 buraki, 4 duże ziemniaki, 5 marchewek, 1 pietruszka i pora jednego kawałek i selera też tylko część jednego.
2 zmiksowane obiadki z makaronem i 2 zupki warzywne, wpakowane łącznie w 4 słoiczki.
1 z nich zjedzony o 12:30, a 2-gi o 15:30. Zostały 2 słoiki.
O 14-stej wizyta rodziców.
1 dziecko co ma 10 miesięcy, dwa razy uderzyło się w głowę i 1 krzesło na siebie przewróciło.
1 raz zamieciona podłoga.
1 zamówiona książka co ma 112 stron i 1 paczka karmy dla kotów ważąca 6 kg.
O 19:30 kąpanie Sprężyny i usypianie.
O 20:45 wrócił Małż.
Jest 21:24 i zaraz skończy się mój dzień… I dobrze bo nie lubię liczb.

Nieposkromiona Żona na Facebooku

Szalone siostry i szalone dzieci…

Powinnam zacząć tak: Szalone Siostry wraz ze swoimi dziećmi były u nas dwa dni i wróciły z powrotem bezpiecznie do swoich domów. Nie otrułam ich jedzeniem, nie spiłam paliwem rakietowym. Chyba źle nie było bo zapowiedziały się ponownie z wizytą w przyszłym roku.
…ale zacznę tak: Siostry z Miasta Rodzinnego wraz ze swoimi SZALONYMI DZIEĆMI przybyły do naszego mieszkanka i pomimo rozpierającej je energii oszczędziły nasze mieszkanie i łaskawie „pozwoliły” nam dalej w nim mieszkać… i ponownie odzyskałam ponownie nad swoim małym światem.
Dwójka podekscytowanych dzieciaków. Chłopczyk i dziewczynka. Dwa tornada. Śmichy, chichy, krzyki, popychanki, popisówki, ekscytacja, biegi z pokoju do pokoju, skakanie po łóżku, wirowanie w kółko, wypierdalanki, zabawy, grymaszenie przy stole, wcinanie…
- mamo, bo on nie chce się ze mną bawić!!
- ona mnie uderzyła!!
- ale to on pierwszy mnie popchnął!!
- a ona nie chce dać mi swojego chrupka, a ja dałem jej swojego!!
- mamo, a prawda, że mamy takie same w domu??
Chrupki, rozlana woda, kredki, mazaki, cała lodówka w przymagnesowanych rysunkach przedstawiających świnkę na pizzy (pizza z bekonem), chłopca wysyłającego serduszka do kotka (chłopiec kocha kotki) i chłopca na deskorolce jeżdżącego koło piły do cięcia drewna (nikt nie rozszyfrował co to znaczy), kota z 7 nogami (stwierdziliśmy, że 4 to łapy, a pozostałe to członek, a 2 to podpórki).
Baterie króliczkom rozładowały się grubo po 24. Padły brzuchami do materacy, a twarzami na zabawki. Chłopiec pod polikiem miał samochodziki, a dziewczynka mini dinozaury.
Podziwiam mamy bliźniaków, trojaczków i innych mnogości! Podziwiam BARDZO i cieszę się, że zanim zaczną chodzić, mówić, bawić się i wariować to mija sporo czasu i można zahartować psychikę. Bo gdyby rodziły się od razu takie gotowe to z pewnością wśród matek byłby największy odsetek samobójstw.
Fajnie było! Ciągle mam w głowie ostatnie 2 dni i uśmiech nie schodzi mi z twarzy. W sobotę kolej Małża. Organizuje dla kumpli „śledzika”… na szczęście przybędą bez dzieci :)

Nieposkromiona Żona na Facebooku

Ku przestrodze!

Był późny wieczór, jak zwykle padłam wykończona do łóżka.
Sprężyna spał słodko i wydawało się, że bezpiecznie od około 2 godzin.
Nagle poczułam, że coś się ze mną dzieje…
Trudno mi było złapać oddech!
Tak jakby ktoś próbował odciąć mi dopływ powietrza!
Przestraszyłam się!
A później było już tylko gorzej…
Przysięgam, że się broniłam!
Chciałam krzyczeć ale bałam się, że obudzę chłopaków!
Nie chciałam, żeby i ich TO dopadło!
Trwało to może chwilę.
Pamiętam swój urywany, przyspieszony oddech…
Suchość w ustach, a potem ten dziwny smak…
Coś spływało mi do gardła…

…Katar. Katar zatokowy.
Ku przestrodze: noś czapkę i ciepłe gacie!

Nieposkromiona Żona na Facebooku