Ja głupia, a ludzie wredni!

Stety, niestety mąż przestał brylować na mym blogu i nie jest jego gwiazdą bo cóż… od jakiegoś czasu nie mogę na niego narzekać echhh…

Pomaga. Zakupy te „grubsze” robi, śniadania też mu się zdarzają, jak trzeba to małym się zajmuje, poza tym tuli mnie i całuje i mówi: „fajnie, fajnie”. Jak pytam co fajnie, to odpowiada: „no fajnie jest”. I tu muszę się z Nim zgodzić. Tak więc… nuuuuudaaaa..

Jedynie dla zachowania równowagi psychicznej, powiem, że na regale w salonie niedługo zabraknie półek mimo, że jest ich w cholerę… co przychodzi z pracy to spontanicznie wykłada na niego: fakturki, wydruki ze sklepów, ze stacji benzynowej, z wpłatomatu, dokumenty firmowe, klucze do pracy, klucze do magazynu, klucze do auta, czapkę, rękawiczki, ZEGAREK… a później szuka i szuka. Kupiłam wiklinowy koszyczek, pięknie wyścielany materiałem, z kokardeczką… ale coś bidny nie może do niego wcelować. Cóż… wada wzroku…

W związku z tym, że o Małżowienie nie będzie to będzie o mojej głupocie i wredocie innych.

Wieeele lat temu, oj wiele postanowiłam przebić język. Poszłam na Chmielną do studia tatuażu. Powitał mnie w nim Radomianin, któremu kolejne wieeele, oj wiele lat temu oddałam bark do rysowania podskórnego. Pet –tak go zwą.

Rozsiadłam się na fotelu jak u dentysty. Pet spojrzał i mówi:
- Blada… (mlasnął) Jak ja lubię takie. Wyciągnij język – uśmiechnął się lubieżnie.
Wyciągnęłam dygoczący listek ze szczęki. Falował ze strachu, więc złapał go szczypcami… wyrwałam go na chwilę:
- ślinę musiałam połknąć – powiedziałam przepraszająco.
Złapał ponownie, uprzedzając, że już go nie puści. Kiwnęłam głową i …poszłoooo…

Nie bolało. Nie. Wsadził kolczyk i zabronił pić alkohol.
Tego samego wieczoru OCZYWIŚCIE poszłam ze znajomymi do „Parku” znajdującego się na Polach Mokotowskich na tzw. „czarne czwartki” i spiłam się okrutnie.

Rano mój język przypominał to co widziałam w paszczy orki w filmie „Free Willy”. Był WIELKI. Bolał.

Ogarnęłam się i poszłam do pracy. A „robiłam” wtedy „na słuchawkach”, czyli pracowałam w telemarketingu, w jednej z większych fabryk tego typu na projekcie o magicznym brzmieniu CYFRA +.

Nie było łatwo mówić mając w buzi coś tak wielkiego, spuchniętego, odrętwiałego i jakby nie mojego… Sepleniłam. Bardzo. Zadzwonił telefon…
- Fitam w Syfrze flus, Magda XYZ przy selefonie. F czym mogę fomuc?
- hihhihiih chciałabym zmienić abonament…
- seraz ma fani abonament podstafowy, zmiana na jaki fanią intersuje?
- hihhihi na ten wyższy, na złoty hihihi
Ewidentnie su#a rżała ze mnie!
- na szłoty z Ejdż bi o*, czy z kanałami syfry plusz?
- hahahhaha (wzięła mnie chyba na głośnomówiący bo śmiech podwoił się… co najmniej) mogłaby Pani powtórzyć bo nie usłyszałam, coś przerwało.
Tyyy krowo! Pomyślałam!
- chce Pani zmienić pakiet na szłoty z kanałami cyfry plus, czy na szłoty z Ha Be O**?? – odpowiedziałam wkurwio#a akcentując HBO, którego nie sepleniłam tak jak Ejdż bi o.

…i to tyle…

Podsumowując powiem tylko tak: ja byłam głupia, a ludzie są wredni.

P.s. A dla tych którzy są ciekawi CO DALEJ Z TYM JĘZYKIEM to powiem, że po tygodniu noszenia w buzi języka orki, wyjęłam kolczyk, bo zaczęła się awaria. Język spuchł tak bardzo, że kolczyk zaczął „wrzynać” się i „wciskać” coraz bardziej w ciało. Dwa lata później powtórzyłam próbę… która skończyła się identycznie. Głupota do kwadratu, nie?

*i **wymowa nazwy kanału HBO po ang. „ejdż bi o”, a po polsku: „Ha Be O”.

Nieposkromiona Żona na fejsie

Byle do wiosny!

W kieszeni bluzy z kapturem do chowania głowy, trzymam okruszki po ciasteczkach i po bułce ze słonym serem. Chowam je tam przed małym człowiekiem, który chce jeść wszystko co ja, a nie co dla Niego.

Codziennie od samego rana myślę i kombinuję co zjeść, żeby od razu najść się do wieczora, żeby nie jeść w ukryciu. Żeby nie zamierać szczęką gdy mały spojrzy i zacznie mi wpychać paluszki do ust. Nieraz przylooka jak ładuję coś do twarzy po kryjomu, wtedy szybko zaczynam machać ręką, tak, żeby nie dostrzegł, że coś w niej dzierżę.
- putu putu, macham Ciii, pomachaj i miiiii – mówię słodko i śpiewnie – jupijajejjj!

Codziennie rano wyglądam przez okno i sprawdzam, czy śnieg stopniał i czy trawa wydaje się być zieleńsza, a wychodząc na spacer wciągam powietrze, sztacham się nim bo próbuje wyczuć, czy idzie dama z nogami porośniętymi liśćmi.

W niej jest cała nadzieja, że w końcu w głowie mi się rozjaśni. Że ten ludzik, który obsługuje mi mózg przebudzi się ze snu zimowego, zapali światełko, przeciągnie się, zrobi kilka skłonów i pompek i weźmie się do roboty. Wypuści z klatek wiewiórki i zagoni je do kołowrotków wytwarzających energię. Potem weźmie farby i pomaluje mi szare komórki w kolory tęczy tak, żebym w końcu zobaczyła coś ładnego i nie narzekała, że jest szaro, buro i ponuro.

I mam takie małe marzenie, że siedzę z jeną z psiapsół na osłonecznionej ławce w parku, gadamy o życiu i po kryjomu pijemy piwo.

Nieposkromiona Żona na fejsie

k*wa mamo!

Dzwoni Rodzicielka, że wparują z Tatą i że mogą coś kupić mi po drodze, tylko co?
- To kup polopirynę complex – powiedziałam zasmarkana – Miałam tylko jedną i już wypiłam, a przydałaby się jeszcze na później bo coś mnie bierze.
- No słyszę, że przez nos mówisz. A imbuprom zatoki masz?
- Mam, ale wzięłam polopirynę.
- To nie bierz imbupromu!
- Nie więzłam. Wypiłam polopirynę.
- Bo jak bierzesz jedno to drugiego już nie. Nie można mieszać!
- Wiem i dlatego nie wzięłam.
- To dobrze, bierz już tylko polopirynę, tego imbupromu nie! Pamiętaj, żeby nie brać kilku leków na raz bo…
- Przecież mówię, że nie mieszam! Sama zapytałaś, czy mam imbuprom i odpowiedziałam, że mam ale nie powiedziałam, że wzięłam!
K*wa mamo! … to już w myślach.
- To co Ci jeszcze kupić?
- 4 bułki.
- 4 bułcyny na caaały dzień?
- Mam jeszcze chleb, rosół i kawałek mięsa. Bułki są dla małego. Wystarczy.
- No to jak dla Ciebie i dziecka to może wezmę więcej. Kupię 10 to będziesz miała na 2 dni.
- Ale mam chleb! 4 wystarczą! 2 na dziś i 2 na jutro!
K*wa mamo!
…przyjechali z 6 bułkami, polopiryną, tabletkami na gardło, kawałkiem kaszanki i …dwoma opakowaniami papieru toaletowego.

Zapamiętać:
1. NIE BĘDĘ UPIERDLIWĄ MATKĄ DLA SPRĘŻYNY!
2. 4 OZNACZA 4! Nie 10 i nie 6!
4!!!!!!!!!!!!!!!!!

Nieposkromiona Żona na fejsie

Jak żyć???

Przez ostatnie dwa tygodnie dużo czasu spędziliśmy ze Sprężyną z moimi rodzicami, którzy zajmowali się dziećmi siostry mieszkającej nieopodal. To fajni ludzie. Lubię ich. Bardzo.
Stety, niestety mój tato jest człowiekiem, który ma przyrośnięty pilot od tv do ręki. Klika, miga, lata jak pershing po kanałach na przemian czegoś szukając i …przysypiając. Tak więc, chcąc nie chcąc przez ostatnie naście dni dowiedziałam się, że istnieje łatwe rozwiązanie moich wydawało by się nieważnych i drobnych dolegliwości… Ba! Myślałam, że można z nimi jakoś żyć. Myślałam, że brakuje mi snu, regularnego jedzenia, słońca, że za dużo się stresuję… ale nie… po prostu nic nie biorę. Bo okazuje się, że na wszystko jest LEK!
Czujesz w głowie takie pulsowanie bum bum bum? To weź ibum albo apap. W szklanym pudle po tym jak to zażywają to nagle ich twarze tak się jakoś rozjaśniają, uśmiechają. Może to metoda? Dowiedziałam się, że powinnam też łykać falvit na każdym etapie swojego życia i włosy i paznokcie mogę sobie poprawić. Wystarczy tylko wziąć skrzypowitę lub belissę. No i magnez! Koniecznie! A najlepiej cały zestaw witamin vitaral albo centrum!
Ostatnio narzekałam w duchu po cichu, że ciężko mi wchodzić po schodach niosąc Sprężynę i zakupy. Cóż na stawy powinnam zażywać artresan, a jakby spadł mi poziom energii to Linda, który najpierw wmawiał mi, że ja nic k*wa nie wiem o zabijaniu, a kilka lat później, że nic nie wiem o gotowaniu… radzi, żeby brać geriavit.
Jeśli od tego wszystkiego rozboli brzuch to przyjdzie Gesslerowa i zapoda ulgix trawienie. A jakby złapało nas od tego wszystkiego sranko to trzeba wziąć stoperan i nie załamywać się bo przynajmniej ominie nas picie xenny.
Na sen też coś jest. Czasami gdy jestem bardzo zmęczona nie mogę zasnąć i męczę się niepotrzebnie zamiast połknąć melatoninę.
Tylko jak tu się nie stresować, nie denerwować i spać spokojnie bez bólu brzucha gdy na szklanym ekranie widzę panią, która dopiero co wyszła od makijażystki, manicurzystki i fryzjerki i w sukience, która według mnie nadaje się na bankiet lub na wesele, a nie do sprzątania, mówi mi, że powinnam inaczej mieć poukładane rzeczy w szafkach i koszyczkach i że źle składam prześcieradło z gumką? I ja w tym szarym dresie, nieumalowana i źle uczesana z tą spinunią z boku co by włosy nie leciały na oczy, w które nie wkrapalam niczego, a mam czelność siedzieć przed laptopem pytam się: JAK ŻYĆ??

Nieposkromiona Żona na fejsie

Ból istnienia…

Dokładnie rok temu w sobotnie południe leżałam na kanapie niczym dorodna foka i jadłam domowej roboty pizze. Byłam w ciąży.
Pizza była ostra. Miała pomóc w tym, żeby Sprężyna szybciej wyskoczył na świat. Bardzo chciałam już rodzić bo miałam dość noszenia brzuchala, a poza tym Małżowina powiedział, że lepiej by było gdybym rodziła w „ten” weekend bo za tydzień Jego wspólnik wyjeżdża za granicę i będzie miał problem w pracy. Jak mus to mus.
I tak leżałam i coś ciągnęło mnie w podbrzuszu ale nie tak jak zwykle tylko jakoś bardziej regularnie. Kątem oka zerkałam na zegarek i sprawdzałam co ile ciągnie. Zaciekawiło mnie to wielce i lekko zastanowiło więc zadzwoniłam do siostry, która była po 2 porodach i zapytałam:
- Jak się czuje skurcze?
Doszłyśmy do wniosku, że mogę rodzić więc na wszelki wypadek poszłam wziąć prysznic, żeby być jak najświeższą w razie jakby co…
Gdy dojeżdżaliśmy do szpitala bolało mnie bardzo. Bolało w środku i bolał tez tyłek bo tak mnie przed wyjściem przeczyściło, że wydawało mi się, że kibel mózg mi wyssał.
Zbadano mnie i powiedziano, że pewnie dziś w nocy urodzę i że to jeszcze potrwa więc lepiej żebym przeczekała w mieszkaniu, tym bardziej, że mieszkamy (już czas przeszły – mieszkaliśmy) niedaleko szpitala.
Wróciliśmy po 30 minutach. Tak bolało, że stwierdziłam, że ja to chrzanię (użyłam tu słów mocniejszych) i muszą mnie przyjąć już bo jak nie to… pip pip…
Przyjęli. Usłyszałam, że mam szyjkę już zgruzowaną.
Zawsze uważałam się za odporną na ból. Nie panikowałam gdy się uderzyłam, coś niechcący przecięłam. Luz. Miałam przebijany pępek, dwa razy język, wiele razy uszy… i nawet sama je sobie przekuwałam. Zaliczyłam glebę na motocyklu i pozdzierałam ręce, nogę i biodro i … nic, jechać mogłam dalej gdyby mi tylko pozwolono… ale ból podczas porodu… o kur*a!
Myślałam, że wyrwę rurkę od łóżka! Ściskałam ją tak mocno, że naprawdę jestem zdziwiona i zaskoczona, że się nie powyginała! 35 minut parcia i te babki odbierające poród… Prę a one mi na to, że to jeszcze nie czas. Mówię, że muszę i prę dalej! A one opowiadają sobie jakie ciasteczka przyniosły do zjedzenia. Syczę więc:
- Heeeeloooł!
- Tak, tak widzimy, że Pani rodzi, widzimy – i się śmieją. W tym momencie miałam myśli mordercy! Chciałam opleść dłońmi ich szyje i wycedzić „albo pomagacie albo giniecie!”.
Zajęły się mną i w ten osób uniknęły śmierci.
- Nie, niech pani jeszcze nie prze. Zmęczy się tylko pani.
- Muszę!
- A jak pani nazwie dzieciątko? – dopytuje ze sztucznie słitaśnym uśmiechem położna.
- Jeśli myśli pani, że mnie zagada to nic z tego!
I potem..
- ODDYCHAJ, ODDYCHAJ, nie tak oddychaj tak: pufff pufff i potem z całych sił… pamiętasz jak na szkole rodzenia…
To był mąż. Zagłuszył położne i głaskał mnie ciągle po głowie.
- Ja Cię bardzo przepraszam ale nie odzywaj się do mnie! – To ja.
W oczach szok i przerażenie. Przyciszył się ale głaskał dalej, doprowadzając mnie tym do SZALEŃSTWA!
- Nieeee głaskaj mnie! – warczę!
…trochę później w środku nocy pojawił się mały, który był na serio mały. 2420. Tyci mini. Cudny. Takie fajne dziecko! Pokochałam Go od razu szaleńczo! 20 lutego kończy ROK! Szok! Szok, że to już tyle czasu minęło, szok, że mamy dziecko i szok, że przeżyłam poród!
I co dalej na porodówce? Potem jeszcze łożysko ale to już pikuś, a następnie między mymi rozczapierzonymi nogami na zydelku rozsiadła się babka i powiedziała:
- Teraz będzie nieprzyjemnie – i to powiedziawszy zaczęła cerować.
Phii urodziłam dziecko, więc ból szycia to nie ból.
A potem dostałam krwotoku.

Nieposkromiona Żona na fejsie

Wyjście…

Na spotkanie z dwoma koleżankami… umawiam się od października. Tylko z dwoma… nie z milionem, nie.
A to dziecko chore, a potem koleżankę coś dopadło, innym razem opiekunka nowa więc nie może jej od razu zostawić, a to do pracy wraca, a to godzina nie ta bo potem ciężko z powrotem do Pruszkowa… i w końcu nadchodzi chwila gdy okazuje się, że JEST data i godzina i miejsce czeka tam gdzie zwykle to można zacząć ORGANIZOWAĆ SWOJE WYJŚCIE.
Przerąbane!
Gdy nadchodzi TEN dzień, po wetknięciu maluchowi do buźki butli z mlekiem, będąc jeszcze w pasiakach w których śpisz, obierasz, kroisz, nastawiasz… gar warzywek z mięskiem na zupkę i na obiadek, kaszę do zupki, dusisz jabłka do manny na wieczór… i mannę. Stanie nad tym, mieszanie, sprawdzanie, ustawianie gazu, opróżnianie zmywarki… ciągłe oganianie się jak od muchy dzieckiem, staje się wielkim kołowrotkiem, a ty jesteś małym chomiczkiem, który goni w nim i goni… zapiertralala, zapiertralala…
Wybija 11 a Ty nadal w garach, nie wiesz już sama czy myłaś już zęby, czy nie, bo śniadania to na pewno nie zjadłaś. O tym, że kawa wypita świadczy kubek z brązowym wysuszonym śladem. Jeszcze tylko blender i można zacząć pakowanie w słoiczki, w pudełeczka i do torby…
Kąpanie, prasowanie pierwsze od wieków bo przecież codziennego domowego dresu trzeba. Potem ubieranie, siebie, małego, kupa kota, kupa małego, przewijanie, kupa kota nr 2. Tusz do rzęs, gdzie mam tusz do rzęs? Był tuż tuż obok kremu w szufladzie! Kiedyś… Perfumyyy, ooooo to tak pięknie pachną? Już zapomniałammmm bo zawsze tylko antyperspirant i tyle.
I jeszcze poszukiwania jakieś torby dla siebie. W końcu coś innego niż torba do wózka… I co do niej włożyć? Komórka, klucze, dokumenty, książka. Echhh poczytam spokojnie i w autobusie i w metrze! O ja cieeee…
Wychodzisz z domu zdyszana mrucząc mantrę: nie trzyj oczu, nie trzyj oczu bo masz tusz! Tuż tuż masz tusz na okuszzz i jak rozmarzyszzz to będziesz hujowo wyglądać! Idziesz do ludzi… dorosłych! Pamiętaj jak koleżance poleci ślinka to nie można jej dłonią wytrzeć! To jej ślina i sama powinna to zrobić! I jak zje to nie czekaj aż beknie! To nie Sprężyna, której ciągle jeszcze się odbija!
Odstawiam małego do rodziców, wyjaśniam co o której godzinie, jeszcze telefon do małżonka z przypomnieniem, że musi wyjść wcześniej z pracy i odebrać naszą pociechę przed 18stą.
I jadę autobusem i metrem i oczy mi z orbit wychodzą gdy kupuję bilety… kurde, 7,70 jednorazowy na linię podmiejską i miejską??? + jeszcze bilet na metro i to wszystko razy 2 bo przecież wrócić jakoś muszę! W sumie za bilety zapłaciłam niewiele mniej niż za jedzenie, które potem zjadłam… i picie! Jadąc do Radomia PolskimBusem ok. 150 km płaciłam w dwie strony 16zł!
Następnym razem wstanę o 5, ugotuję, spakują i pójdę pieszo do centrum. Inaczej chyba zerwę wszelkie kontakty towarzyskie bo nie będzie mnie na nie stać. Albo będę utrzymywać jedynie łączność telefonicznie lub przez neta…
…ale to następnym razem… teraz przywitałam się z koleżanką długo niewidzianą. W końcu z jedną bo druga jednak znów nie mogła. O… hymmm wzdychasz ma ładnie przygotowane włosy i ładnie umalowany obrazek twarzy… a ja tylko tusz. Gdybym miała dla siebie 10 minut to może i ja bym tak mogła?? Hymmm dobrze, że te myśli takie ciche.
Jemy, gadamy, wracam do domu zmęczona… tym szykowaniem, pośpiechem…dla tych 3 godzin, które zleciały nie wiem kiedy… ale zadowolona. Fajnie było. Następny raz pewnie dopiero za kilka miesięcy, więc już teraz zacznę się z kimś umawiać… może do lata zdążę.

Nieposkromiona Żona na fejsie

Bo…

Gdy byłam małą dziewczynką
Nęciłam chłopców blond kręconą czuprynką

A gdy podrosłam troszeczkę
Postawiałam im wyższą poprzeczkę

Chciałam intelektualistę i buntownika bez powodu
Co chodził w glanach jak rak do tyłu, a nie jak wszyscy do przodu

Serce nie jednemu złamałam
I oblizując się na obiadki zjadałam

Potem i mnie olano
i to bolało bardziej niż rozbite kolano

Aż w końcu spotkałam księcia na motocyklu
Co pozbawił mnie miesiączkowego cyklu

I wiem, że tylko Jego do końca życia kochać mogę
I z Nim zakończę swoją drogę.

Życzę duuuużo miłości WSZYSTKIM,nie tylko dzisiaj ale każdego dnia!!!

Nieposkromiona Żona na fejsie

Kibelek

Koleżanka śmiejąc się wyjawiła mi, że zauważyła, że jej współlokatorka idąc do wc na tzw. dłuższe posiedzenie bierze ze sobą laptopa…
…na kibelku posiedzieć to fajna sprawa… pomyślałam i cofnęłam się o ok. 30 lat wstecz…
Mój nocnik. Granatowy chyba. Zazwyczaj podczas „dokonywania zrzutu” dodatkowo coś robiłam. A to bawiłam się jakimiś zabawkami, to rysowałam. Raz zdarzyło się, że rodzice zagapili się na film w tv, a ja przeszurałam na nocniku do ściany obok kanapy i namalowałam coś w stylu sztuki nowoczesnej. Od tego czasu gdy sadzali mnie na nocnik sprawdzali, czy nie mam przy sobie kredek.
Potem gdy trochę podrosłam i dostawałam nogami do muszli klozetowej, brałam do kibelka ze sobą pocztówki. Całą masę kart pocztowych, które kiedyś zbierałam. Bo wiele, wiele lat temu kolekcjonowało się pocztówki w pudełkach po butach, monety w klaserach i znaczki w specjalnych albumach. Echh wspaniałe skarby…
No i brałam te pocztówki, ściągałam majtachy i ewentualnie jakieś rajtki, sadzałam dupinę na wc, produkowałam i …prowadziłam koncert życzeń. Co niedziela widziałam jak na tvp1 Krystyna Loska przykładowo mówiła:
„Solenizantom Państwu Stefanii i Stefanowi Chmielnickim z Kazimierza Dolnego pogody ducha, uśmiechu i zadowolenia, życzą córki z mężami, wnuki i prawnuki.”
A Jerzy Jakubowski mówił na to: „Czy możemy już zadedykować piosenkę?”
„Oczywiście” odpowiadała Loska z uśmiechem jak z reklamy Colgate…a raczej odwołując się do lat 80-tych, jak z reklamy Fluorodent.
I ja na tym sraczyku robiłam to samo. Brałam do rączki jedną z pocztówek i niby czytając mówiłam:
„Krzysztof i Brygida Łazienkiewiczowie z Bydgoszczy, przesyłają serdeczne życzenia z okazji złotych godów Państwu Lubczykom z Gliwic. Specjalnie dla nich zaśpiewa teraz zespół VOX piosenkę pt. Bananowy song”.
A gdy byłam jeeeszcze starsza to tak jak tata szłam do kibla z gazetą lub z książką. Gdy zapomniałam o tym dodatku to namiętnie czytałam etykiety z kosmetyków, od składu po sposób użycia, szamponu, balsamów, kremów itp.
Teraz nie mam za bardzo czasu na długie posiedzenia ze względu na dobijające się do drzwi dziecko ale mam nadzieję, że wrócą jeszcze czasy gdy będę mogła spokojnie posiedzieć z książką… a nadwrażliwcom, którzy nie mogą znieść, że piszę o kupie „powiem” tylko, że w swojego smroda się nie czuje :)
Nie wiem jak to będzie z moją Sprężyną. Ciekawe co On będzie zabierał ze sobą do wc? Zamierzam w tym tygodniu kupić nocnik i zacząć uczyć go przyjemnego spędzania czasu podczas załatwiania. Jeśli ktoś zna „złote metody” to bardzo proszę o info. Będę wdzięczna.
…mam nadzieję, że gdy nasz synek będzie w miarę kumaty to nie będzie zamierał ze sobą do sracza laptopa tylko książkę.

Nieposkromiona Żona na fejsie

Jak zaczęła się moja kariera sprzątaczki

Gdy zaczęły się nasze rande vo z Małżem w Jego mieszkaniu to zawsze akurat je „odgruzowywał”. Widziałam więc na suszarce świeże pranie, stertę dopiero co umytych naczyń … nie pomyślałam wtedy: „o kurde, dopiero pierze/zmywa i to takie ilości. To musiało trochę rosnąć” tylko „oooo jaki porządny, pozmywał i wyprał ubrania zamiast wietrzyć”.
Zdarzało się, że po zjedzonym obiedzie/kolacji gdy składałam talerze i zanosiłam pod kran to zmywałam i to co już wcześniej w nim leżało. Głupio było zmyć tylko częściowo. [Teraz pukam się za to w czoło!]
I tak powoli zaczęłam się wkopywać. Tak myślę… że od tego się zaczęło…
Potem zamieszkaliśmy razem. Akurat wtedy miał operację kolana więc latałam koło Niego jak poparzona. On leżał, więc robiłam zakupki, sprzątałam, gotowałam, podawałam do łóżeczka, żeby bidulek nogi nie nadwyrężał… echeee… [Chlast, chlast – teraz biczuje się teraz za to!]
Potem wrócił do pracy… cholerna robota kończy się nieraz grubo po 20stej, więc me serce rozdygotane nakazywało mi szykować kolację i obiad na następny dzień, żeby miał do pracy co spakować w plastikowe pudełeczka… przecież TAK PÓŹNO WRACA [jebut jebut! – wale się za takie myślenie młotem po głupim łbie!]
No nie powiem, że nic nie robił, bo na początku to nawet więcej gotował niż ja… ale tak łatwo można się odzwyczaić… facet robi to RAZ DWA, pstryk pstryk.
Potem zaczęłam pracować z domu. A skoro w nim jestem to TAK ŁATWO na chwilę odstawić kompa, wrzucić coś na gaz, przetrzeć ściereczką, mopem… tiaaa… co za głupota z mojej strony… głupota. Powinnam się wtedy rozpędzić i ze ścianą zderzyć!
Potem ciąża. Noooo jak dalej siedzę w domu to przecież mam czas! Pracowałam mniej… mogłam więc dalej gospodarzyć i kwoczyć.
A teraz siedzę ze Sprężyną i narzekam na to, że sama się w to złapałam i sama się zapętliłam w swojej służbie domowej. Mam co chciałam, nie?
Próbuję naprawić swoje „błędy wychowawcze” ale coraz częściej dochodzę do wniosku, że jest za późno. Robiłam tak jak napisała Beth M. w komentarzu pod poprzednią notką. Jak nie docierały moje prośby i ględzenie o pomoc, to powstrzymywałam się od składania, ścierania, mopowania… Wymyśliłam sobie, że oleję najbardziej widoczne miejsce, że przestanę sprzątać w łazience. Zlew zasyfiony, wanna z brązową obwódką bleee, lustro za przeproszeniem… zasrane jak miejscówka gołębi w parku… Miałam nadzieję, że może jak zobaczy te zacieki i plamy po paście i po mydle to je przetrze… że jak nie zobaczy w nim swojego wyraźnego odbicia to Go ruszy… albo jak stanie/ siądzie w wannie brudnej to mu się na wymioty zbierze i wyczyści… eeee gdzieee tam…
Próbowałam tez przestać zbierać Jego ubrania. Koszulki, dresik do biegania, sweterki dwa… wszystko rosło i rosło… i wytworzył się w Józefowie pod Warszawą wulkan. Wulkan Goryla.
On jest odporny na wszystko. Słowo daję. Wprowadziliśmy się do obecnego mieszkania w listopadzie… do tej pory Jego ubrania częściowo są spakowane w torbie :)
… hymmm a może nie chce się rozpakowywać, bo jak mu za bardzo zajdę za skórę to coś do niej dorzuci, zasunie i da nogę?

Nieposkromiona Żona na fejsie

Fajny!!

Podobno czas płynie na zegarze jednakowo dla kobiet i dla mężczyzn… odkąd mamy dziecko zaczynam w to wątpić. Szczególnie zauważam to pomiędzy 9:00 a 10:00 rano, gdy ja się śpieszę, a Małż… hymmm… a Małż niekoniecznie…
Od kilku dni po tym jak wstanę to zdążę przebrać Małego, zmienić Mu pieluchę, zrobić i podać butlę z mlekiem, wypić kawę, zjeść śniadanie, nastawić pranie… większość z tych czynności wykonuję jedną ręką nosząc na boku dziecko. Mały chce we wszystkim uczestniczyć i czepia się nogi i ciągnie za pasiaki od piżamy. Chce wszystko widzieć i koniecznie być w pionie. Tak pragnie już chodzić, a jeszcze nie może. Jeśli chcę coś zrobić w mieszkaniu to muszę brać Go ze sobą, bo za mną nie nadąża i juncy (jęczy). Krążymy więc razem niczym zrośnięte bliźnięta.
W tym samym czasie Mąż da radę: wstać i doczłapać się do czajnika i zalać kawę. Gdy ja biorę prysznic, suszę włosy, wieszam pranie… On ją pije…
Idąc do szafy po rzeczy dla siebie i Małego pytam za ile może wyjść. On spokojnie odpowiada, że za 10 minut.
Mija 10 minut… w tym czasie, umyłam zęby, przewinęłam kolejny raz wyjącego się Sprężynę i szamoczę się z Nim próbując założyć rajstopki… Oblewają mnie siódme poty, dyszę, wykrzywiam usta próbując utrzymać dziecko na podłodze, dostaję kopa w szczęką małą stópką, szukając pomocy patrzę w bok i co wiedzę… On siedzi i patrzy. Brakuje mu tylko popcornu z colą.
- możesz mi pomóc??? – dyszę…
On: – ale co mam zrobić?
Wyrzucam z siebie jak karabin maszynowy: – wyjmij nosidełko, czapkę, kurtkę, buciki. Spakuj do torby Jego zielona buteleczkę…
Nieraz odpowiada: – daj mi 5 minut.
Czekam wtedy aż ZROBI to COŚ pilnego, coś co nie pozwala mu się teraz ruszyć i…????? I nic. Siedzi i drapie się po czole.
Wczoraj z kolei przypomniał sobie o czym INNYM ważniejszym…
- zaraz bo muszę znaleźć papiery do Zus-u! – przerywa zanim wszystko z siebie wypluję…
I tyle pomaga. Czasami udami mi się Go chociaż po zakupy wyrzucić z mieszkania, albo zanim wszystko zrobię, zdąży założyć małemu czapkę i szalik… Dobrze, że tym co spakuję mogę go obładować i wyciągnąć z klatki jak wielbłąda.
No i żeby nie było, że znów na niego skomlę to pochwalę, że fajnie odkręca słoiki i… (fanfary!!!!!!) kupił mi kwiaty z okazji rocznicy zaręczyn. Fajny??? Fajny, fajny!

Nieposkromiona Żona na fejsie