Wylatują z mej głowy motyle!

Kobieta w radio mówi, że wita w piątek. Taaaa?? Nienormalna?! Piątek?! Nie może być, nie… A nie środa? Jeśli zapowiadaczom dnia dać tyle wiary ile prezenterom pogody to… to jednak nie wierzę. Mam środę.
Ale bez względu na dzień, co dzień rozpałaszam twarz na szybie balkonowej tuż przy buzi Sprężyny i wyszukuję jakiejś zielonej kępki, jakiegoś małego nieśmiałego źdźbła… ale nie ma. Nie mogę już tej zimy, nie mogę… przypomina mi się taka myśl zasłyszana i w głowie przechowywana na czasy kryzysu, że człowiek zniesie wszystko, a ja dodam, że to jest właśnie nie do zniesienia, właśnie to, że zniesie wszystko.
Zdarzyło mi się w ciągu tego tygodnia porozmawiać przez telefon z koleżanką Sylwią. Rozmawiała ze mną mając w uchu zestaw słuchawkowy i idąc do kibla na stacji benzynowej. Mówi, idzie i drzwi pcha, zamiast ciągnąć:
- Ty też tak masz, że jak pisze na drzwiach „ciągnij” to pchasz?
Niby takie nic pytanie, taki zero zastanawiania na nie przy odpowiedzi, a jednak mnie tak zaskoczyło, że mimo swego naturalnego rozgadania nie wiedziałam co rzec. Jakby to było pytanie o egzystencję, o przyszłość świata…
- Nie wiem, kur*wa nie wiem… – dukam zdezorientowana.
- No ale jak to nie wiesz? – chichocze Sylwia.
- No nie wiem, bo dawno nigdzie nie wychodziłam…
Obie zaczęłyśmy się śmiać, zdając sobie sprawę z tego co powiedziałam, z tej prawdy, z gorzkości, śmieszności i dobitności tych słów…
I tak sobie nad tym myślę siedząc w wieży z cegły pustakowej na piętrze pierwszym, jak to kiedyś było z tymi księżniczkami zamkniętymi z małymi paniczami w wieżach domowych, jak to było gdy nie było tej Nokii i Samsunga, nie było tego tworu szatana – internetu… jak to było gdy kontaktu ze światem nie było… samotność matki nabierała wtedy głębszego znaczenia, innego kosmicznego wymiaru. Myślę, że wtedy te matki były nieświadome, mniej chcące i wymagające… choć teraz wydaje mi się, że tak niewiele chcę… tylko… wyjść na zalaną słońcem łąkę i zobaczyć jakiegoś motyla.
No ale…
Postanowiłam mniej narzekać i dostrzegać pozytywne strony przebywania w domu. I tak na przykład nagle zrozumiałam ile mam możliwości rozwoju! Mogę na przykład rozwijać swoją konstruktywność, swoje manualne zdolności ćwicząc układanie garnuszków, miseczek i garów do zmywarki, bo mam zadanie do wykonania w temacie: jak ułożyć naczynia, żeby najwięcej się zmieściło? To moje tetris, moja gra w której przykładam ścianki do ścianki i wypełniam wszystkie luki.
Mam też swój triobój, składający się z: pchania wózka przez zaspy śnieżne, slalomu między gównami na chodniku i prowadzenia tak powozu, żeby nie wpaść w dołek lub wyrwę w asfalcie. I to wszystko w ciągu 30 minut. Daję radę! Jestem nie do pokonania! Potrafię to również robić z obciążeniem, z balastem w postaci siatek z zakupami! Ha!
Ćwiczę też skłony, podnoszenie ciężarów i umiejętność rozdwajania i się i trojenia, przy jednoczesnym dopowiadaniu na jedyne, najważniejsze i nagminne pytanie mego dziecka: CIO TO?
I to tyle, muszę sobie sama wyobrazić motyle!

Nieposkromiona Żona na fejsie

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.