Duma mężo-ojca, załamka żono-matki

Wiosna, wiosna, będzie znowu trawa rosła… eche już od razu wyskoczy z pół metra! Za oknem śnieg, pomimo, że już prawie kwiecień. Boje się wyglądać przez szybę bo to co za nią to już nie jest zwykła zima… teraz mogę tylko rzec, że pizga złem!
Pani z warzywniaka mówi, że się i tak dzielnie trzymam bo inne mamy, które wpadają do niej co jakiś czas, nie wychodzą tak codziennie z dziećmi w wózkach. Czekają.
Ja już nie czekam. Już nadzieja mnie opuściła. Myślę, że trzeba zrobić jakiś orędzie do narodu panie prezykurwasługusiebezwąsówdencie i powiedzieć prawdę, że globalne ozimnienie, że po globalnym ocipieniu teraz inne gówno nastąpiło, że już nigdy nie będzie ciepło i dla rozrywki to możemy igloo budować, a zamiast przepłacać w komorach do krioterapii po prostu wystarczy wychodzić przed budynki, na chodniki, na łąki, na pola w samych majtasach! Trzeba mówić prawdę! Trzeba sypać ją jak śnieg! Prosto w ryj!
Wiosny już nie będzie! Cały rok w blokach reklamowych będzie się dominować gripeks i neoangin. A zamiast alerteku pojawią się antyepresanty… echhh…
Gdy byłam małą dziewczynką po osiedlu plotka krążyła, że Walt Disney chorował ciężko i kazał się zamrozić zanim zemrze, żeby po wynalezieniu sposobu na nieśmiertelność odmrozić go i wypróbować na nim. Dzieciaki mówiły też, że jego ciało znajduje się w USA w specjalnej kapsule. Mam chęć zadziałać tak samo bo od tej niekończącej się zimy zaczynam chorować na melanchujnię, na zastyganie ciała i myśli nieporuszanie. Specjalistyczna kapsuła nie będzie mi potrzebna. Wystarczy, że położę się na balkonie i po prostu zamarznę, a to nie będzie trudne.
Większość ludzi dopadła już depresja zimowa. Widzisz te ponure twarze bez emocji, z zaciśniętymi usteczkami, które co jakiś czas sztywno i koślawo cedzą słowo ”rezygnacja”? Mają oczy jak u ruskich lalek, które jak się je potrząśnie to zamykają i otwierają powieki trzepocząc kilometrowymi rzęsami. To wszystko przypomina film z przystojnym Ewanem McGregorem i Evą Green w filmie „Ostatnia miłość na ziemi”.
Tam najpierw ludzie stracili węch, a potem smak. Świat zdziwniał, a ludzie próbowali ze wszystkich sił ocucić swoje zmysły. Potem gdy zrozumieli, że nic się nie da zrobić, oszukiwali je i oszukiwali się, i udawali, że da się bez nich żyć. Później przestali słyszeć i uszy zamknęły im się na słowa, na dźwięki. I żyli bez smaku, bez słów, bez nut. Mieli już tylko wzrok i czucie… ale po jakimś czasie i oczy przestały działać… a co było dalej trzeba samemu zobaczyć. Zdradzać nie będę. Film niesamowity. Siedzi we mnie mimo, że obejrzałam go mymi widzącymi tylko śnieg oczyma, ponad rok temu gdy dziecko jeszcze we mnie pływało.
A dziecko lekko ponad roczne to już nie takie nic. To już WIELKIE coś, co wszystko zbiera w sobie, chowa jak papuga. To małe xero i skaner. Przebierając go pewnego ranka z piżamki nocnej w ciuszki dzienne, zauważyłam, że podkłada sobie skarpety pod nos. Wącha. Sprawdza jak jego tata, czy do chodzenia jeszcze się nadają. Ręce, cycki i wszystko co tylko mogło mi opaść, opadło i zderzyło się z suchym pac z podłogą.
Poinformowałam o tym mego szanownego. Słuchając tej porankowej opowiastki pompował się powietrzem dumny jak supermen gotowy do odlotu. Czekałam aż szybko na dresik naciągnie czerwone majtki, wyciągnie do góry rękę i krzyknie: „up up and away!”, a potem odleci zbawiać świat i uczyć inne dzieci.
Duma mężo-ojca, załamka żono-matki.

Nieposkromiona Żona na fejsie

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.